FANDOM


Posłaniec po kilku godzinach trafił do lasów Lemskich.Zmęczony, styrany, wieczorem w lesie z wielkimi drzewami przy ścieżce. Na szczęście dla niego była karczma, była to jedna z nielicznych budowli w okolicy, istnieje tylko dlatego że jest niedaleko trasy do Marchii Baskiej z Lekgu. Wszedł do środka, cały spocony, przy niektórych stołach doprowadził do poruszenia bądź śmiechu.

-Konia potrzebuje! -krzyknął- Muszę się dostać do Leukgu!

-A na co ci on?

-Mam ważne informacje dla władz miasta!

-Nie widzisz że to żołnierz? Tylko gdzie ma hełm? -rzucił inny z gości- Może zdezerterowałeś? -powiedział w prost do posłańca.

-Muszę dostać się do miasta.-powiedział zziajany.

-Ja mam konia, ale musisz coś dać w zastaw, albo go kupić ode mnie.

Żołnierz zaczął coraz szybciej myśleć, przecież nie miał pieniędzy ze sobą, nie dostał żadnej pieczęci, ale miał miecz.

-Dam ci miecz, jak trafisz do Leukgu to pokaż ten miecz, powiedz że żołnierz z Dentynii dał ci go za konia.

-No dobrze. -odpowiedział zmieszany, podszedł po miecz.

-A co jeśli on chce ciebie oszukać?

-To czemu wygląda jakby biegł cały czas z Dentynii?


Ruszył koniem w kierunku miasta. Na początku jechał galopem, ale z powodu mroku musiał jechać kłusem, na szczęście dla niego księżyc oświetlał drogę. Z powodu zmęczenia nie patrzył co się dzieje przy drodze, koń nie chciał dalej jechać. Zaczął coraz bardziej wierzgać, aż stanął dęba. Dzicy ludzi wyskoczyli na drogę, jeden rzucił dzidą obok nogi elfa, drugi trafił w szyję konia. Ten padł na swój lewy bok, a elf zemdlał.


-Co jest? -powiedział elf, obudziwszy się wystraszył dzikiego człowieka który wystraszony po chwili uciekł. Elf spróbował wyjść spod konia, lewa noga go bolała, częściowo oblany końską krwią, jak udało mu się wyciągnąć spod konia zobaczył że Dzicy wycieli wierzchowcowi część wnętrzności.

-Muszę dostać się do miasta. -rzucił i zaczął biec w kierunku lasu z obolałą nogą. Starał się biec po ciemnym lesie wypełnionym mchem, runem leśnym, bukami, topolami, modrzewiami, jarzębiami. Starał się znaleść drogę, słyszał w okolicy okrzyki Dzikich jak i Lisów Lemskich. Niezwykle zmęczony elf nagle usłyszał konia, wybudził się, podbiegł, wybiegł na ścieżke i złapał konia za wodze. Zobaczył jak kilka metrów dalej leżał elf ze strzałą w nodze, wsiadł szybko na konia i ruszył słysząć jak były właściciel konia został trafiony kolejną strzała. Jechał najszybciej jak tylko mógł, strzały wystrzeliwane w niego były z tyłu, a sam jechał przez około godzinę, w pewnym momencie zaczął mijać wioski, śłońce wstawało, a niektórzy zaczęli wychodzić z domostw, wpół żywy spytał jednego z wieśniaków:

-Czy -zachrypnął- w okolicy jest -kaszlnął- Leukg?

-Na Eunachesa! -rzucił wieśniak- Tak, już niedaleko.Waszmość, może potrzebujesz odpoczynku? Jedze -został przerwany przez żołnierz.

-Nie... muszę się tam dostać.

I tak bohater dotarł pod bramy miasta wpół żywy na koniu.

-Czego chcesz? -rzucił jeden ze strażników.

-Muszę... się spot... kać z władzami... miasta -powiedział zaprychniętym głosem

-Czemuż to?

-Przybywam z Dentynii... -zaczął zsuwać się z konia, a strażnicy musieli go złapać.


-Niesamowite co on zrobił. -powiedział jeden ze starców w żółtej todze.

-Niesamowite? Nieprawdopodobne Ester. -zarzucił poprzednikowi starzec w niebieskiej todze.

-Panowie, dostał konia w zastaw za miecz, stracił tego konia, zabrał jakiemuś nieszczęśnikowi konia, to że trafił tutaj to miał szczęście, jak wynika z jego historii to mógł umrzeć z rąk Dzikich dwa razy. Ciekawe czy traficie na tego co mu zabrał konia. -powiedział elf w tunice, posiadający czarne włosy, niebieskie oczy i zaokrąglone uszy.

-Może trafimy na obu? -rzucił Ester.

Piątka elfów się zaśmiała.

-Mości Esterze, Mości Labencie, Rajco Nante. Wóz już jest gotów.

-Oczywiście pod eskortą? -zapytał się starzec Labent.

-Oczywiście Mości.

-To musimy się pożegnać drogi Ahnie!

-Będziemy na was czekać.-odpowiedział czarnowłosy Ahn.

Stary Ester, stary Labent i brunet w średnim wieku Nante, ważne osoby w mieście Leukg, ruszyli wozem pod eskortą żołnierzy do fortyfikacji w Dentynii.


-I mamy konia. -rzucił brunet. -A gdzie właściciel? -rzucił jeden z żołnierzy. -Ale smród! -rzucił drugi z żołnierzy. -Taki jak ten co przybył porankiem! -rzucił żartem Ester. -Wycięte wnętrznośći. Niezbyt smaczne. -Zaśmiali się.


-Hej ty! -rzucił dowódca oddziału. -Skąd masz ten miecz!?

-Dosta-łem -zająknął się- w zastaw zza konia.

-"Zza" konia? -rzucił Labent- A może to ten któremu żołnierz dał miecz za konia? -rzucił do swych towarzyszy. -Podejdź tu! No chodź, nie wstydź się. -wskazał na elfa i kazał żołnierzom się rozejść. Wyciągnął mieszek z kieszeni. -Słuchaj, to powinno wystarczyć wzamian za tego konia co leży kawał stąd, a miecz oddaj dowódcy.

Elf trochę skonsternowany wziął pieniądze, oddał pieniądze i niechętnie ruszył w kierunku miasta.

-Szkoda że nie obstawialiśmy zakładów. Wygrałbym. -zaśmiał Labent.

-Wtedy nie miałbym mojej brody! -rzucił Ester.

-A ja miałbym siwe włosy! -rzucił Nante.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.