FANDOM


Środek pustyni

Nie da się ukryć, że Drużyna Murzyna - jak prześmiewczo nazywali ich okoliczni chłopi - formowała się całkiem prężnie. Nie uszło to uwadze Pani Basi, która wysłała kolejną grupę zbójców, których zadaniem było pochwycenie Murzyna Janusza i przyprowadzenie go - osłabionego - do niej. A siedmiu ich było. Spotkali się na wzgórzu zwanym...tak naprawdę nie miało to miejsce nazwy ponieważ było wydmą, ale po tej bitwie ludzie nazywali to miejsce Wzgórzem Krwi.

PatRodak Blog Murzyn Janusz 3-1

Murzyn Janusz z drużyną

Murzyn Janusz, Marnid i Baheshtur przystąpili do walki. Dwaj towarzysze Murzyna Janusza byli nieprzygotowani do walki. Marnid nie miał nawet broni, tylko pióro i pergamin. Baheshtur miał co prawda szablę ale bez konia - którego posiadał każdy z siedmiu bandytów - mógł co najwyżej poobcinać im paznokcie. Murzyn Janusz sam musiał zmierzyć się z zagrożeniem. Po raz kolejny. Uzbrojony w łuk, Buzdygan Odkupienia (jak go nazwał później Marnid) i konia czarnego jak jego nos; Murzyn Janusz wyruszył po zwycięstwo.

Szybko zmierzył się jednak z rzeczywistością. Zamiast precyzyjnie wymierzonego uderzenia swym Buzdyganem Odkupienia, Janusz otrzymał uderzenie w pierś z lancy jednego z bandytów. Nie spadł jednak z konia, musiał szybko się otrząsnąć i przystąpić do kontrataku. Schował buzdygan do pochwy, zamiast niego wyciągnął łuk i strzały. Miał zamiar zwalczyć tych barbarzyńców na odległość.

Przeciwnicy otrzymywali strzały od Janusza ale byli tak spaczeni imperializmem, że jedna strzała w ciele nie robiła na nic żadnego wrażenia.

Wtedy poległ Marnid. przebity lancą splamioną krwią Januszową. Janusz widział jego upadek, jego twarz była spokojna jak zawsze. Gdy ten ujrzał czarne oczy Murzyna Janusza uśmiechnął się. A z nosa jego polała się krew która cieknąc w kąciki ust, kapała na gorące piaski pustyni. Murzyn Janusz wściekł się. Pogonił konia czym prędzej, aby znaleźć się jak najbliżej zabójcy Marnida.

Gdy Janusz znalazł się nieopodal niego, miast zarzucić strzałę na cięciwę, on chwycił trzonek strzały i dźgnął nią w oko oprawcy swojego przyjaciela. Uderzenie było tak potężne, że rozerwało głowę mordercy na pół. Tak wielka siła drzemała we wściekłym Januszu.

Jeden padł, ale zostało jeszcze sześciu. Janusz w morderczym amoku ciskał strzałami we wszystkich, trzech z nich padło. Lecz wtedy skończyły się strzały...

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.